Wielka wyprawa z Peugeot 5008 do Turcji - odcinek 2

Dzisiaj ruszamy w długą trasę do Turcji. Przed nami ponad 2,5 tysiąca kilometrów do granic tego kraju. Pierwszy etap to przejazd non-stop z Warszawy do Salonik w Grecji, gdzie planujemy pierwszy nocleg. W związku z tym musimy zaplanować kierowców i zmiany w czasie jazdy. Będzie to pierwszy test, na ile Peugeot 5008 okaże się autem wygodnym i komfortowym, co obiecuje producent.

 

Dzisiaj wszyscy jeszcze normalnie pracujemy, dlatego start wyprawy zaplanowany jest na późne godziny wieczorne. Odbieramy poszczególnych uczestników i pakujemy się do samochodu, rozkładamy liczne przedmioty. Na szczęście szybko okazuje się, że pomimo dużych walizek, bagażnik 5008 umożliwia dość swobodne rozlokowanie wszystkiego. Przy czterech osobach na pokładzie w bagażniku luzu nie ma, ale też nikt nie narzeka, że coś musi być w przestrzeni dla pasażerów. Liczne schowki ułatwiają upakowanie podróżnych drobiazgów. Telefony, krótkofalówki, ładowarki, woda, przekąski - wszystko szybko znika w przepastnych przestrzeniach w drzwiach, pod siedzeniami i w kieszeniach foteli. Ta dzisiejsza podróż to tak naprawdę wstęp do prawdziwej przygody, którą zaczniemy, gdy znajdziemy się na styku Europy i Azji, czyli w Stambule. Ale na razie przed nami kilkaset kilometrów drogi na Katowice a później dalej, na południe. O godzinie 22:00 oba Peugeoty 5008 spotykają się pod Warszawą i stąd już razem ruszamy na podbój Turcji. Jazda na dwa samochody, wyposażone w mocne silniki diesla, to prawdziwa przyjemność. Łączność między nami zapewniają krótkofalówki, specjalnie przygotowane na ten wyjazd. Doceniamy fakt, że producent wyposażył 5008 w więcej niż jedno gniazdko zasilania, bo sprzętu elektronicznego wieziemy sporo.

 

Pierwszy wrażenia z jazdy w zapakowanym samochodzie są bardzo pozytywne. Z przodu siedzenie kierowcy i pasażera zapewnia odpowiednią ilość miejsca. Zawieszenie pracuje bardzo komfortowo, jego praca jest po prostu przyjemna i polskie nierówne nadal drogi nie sprawiają nam kłopotu. Z tyłu siedzi się dość wysoko. Dzięki płaskiej podłodze łatwo możemy przemieszczać nasz reporterski sprzęt, a nawet wysoka osoba (188 cm) siedzi wygodnie. Każde z tylnich siedzeń jest oddzielne, można je również przesuwać do przodu i do tyłu, co znacznie ułatwia zarządzanie bagażem Stosunkowo łatwo można też znaleźć wygodną pozycję. To, na co mogę trochę ponarzekać, to nieco krótkie podparcie ud. Niemniej jednak podróż upływa komfortowo, bo miejsca na nogi, także miejsca na szerokość jest naprawdę sporo. Siedząc wysoko z tyłu można obserwować zarówno drogę, jak i to, czego nie widzi kierowca - niebo przez wielką szybę - panoramiczny dach. To genialny wynalazek, chociaż zastanawiamy się, jak to będzie w mocnym tureckim słońcu. Późnym wieczorem ruch w stolicy nie jest zbyt duży, spokojnie wyjeżdżamy więc z miasta i kierujemy się na Częstochowę a potem dalej. Samochód jest świetnie wyciszony, możemy bez problemu rozmawiać, nawet przy dużej prędkości. Nocna jazda daje nam okazję do przetestowania świateł w Peugeocie. Oświetlają one bardzo skutecznie drogę. Mimo, że w naszym samochodzie żarówki są halogenowe, mamy wrażenie, że na nocnej trasie jest jasno prawie jak w dzień.

 

Oba nasze samochody wyposażone są w silniki HDi. To mocne i oszczędne jednostki napędowe, charakteryzujące się wysoką kulturą pracy. Samochód oznaczony na mapie numerem jeden ma pod maską silnik o mocy 150 KM. Peugeot 5008 z numerem 2 to nieco słabsza, 110 konna wersja. Oba silniki charakteryzują się umiarkowanym apetytem na paliwo. W mieście spalanie nie przekroczyło jak do tej pory 8 litrów na 100 kilometrów, natomiast na trasie producent obiecuje znacznie mniej. Zobaczymy jak to będzie w praktyce, szczególnie, że tam gdzie jedziemy panują obecnie upały. Nocna jazda po Polsce, nawet na drodze dwupasmowej, nie należy do przyjemności. Chociaż ruch jest dużo mniejszy niż w ciągu dnia, sznury ciężarówek podążają w obie strony. Jedziemy szybko, a mimo to co jakiś czas naszą mini-kolumnę skutecznie blokują kierowcy, którzy jakby nie patrząc w lusterko, wyprzedzają. Mimo tych utrudnień dość sprawnie dojeżdżamy do granicy polsko - czeskiej w Cieszynie. Jeszcze tankowanie na stacji BP i tutaj krytyczna uwaga w stronę tej sieci - żeby skorzystać z toalety, należy zapłacić. Można tą opłatę odzyskać przy kasie kupując na przykład paliwo, ale po pierwsze monetę trzeba mieć (co nie jest takie oczywiste) a po drugie rozwiązanie nie dotyczy kart flotowych, którymi się posługujemy.

 

Krętymi drogami jedziemy w stronę autostrady do Bratysławy. Sprawdzamy średnie spalanie. Dynamiczna szybka jazda zaowcowała wynikiem 7,9 litra na 100 kilometrów w samochodzie z silnikiem HDi 1.6 110 KM. Sądzimy, że wraz z upływem kilometrów ten wynik będzie się zmniejszał. Stolicę Słowacji mijamy bardzo szybko, jest 4 rano, w związku z tym ruch na autostradzie jest minimalny. Teraz około 200 kilometrów do największego miasta Węgier. Na chwilę kończy nam się autostrada, by szybko wrócić. Ponad dwie godziny później jesteśmy w okolicach Budapesztu i czas na przerwę. Trzeba rozstawić antenę satelitarną na dachu Peugeota, Ernest nadaje swój program na żywo. Nasza wyprawa jest bowiem obecna na antenie radiowej Trójki. Ernest rozmawia z Wojciechem Mannem a my w tym czasie odpoczywamy, konsumując pyszne śniadanie. Jesteśmy już w drodze od 9 godzin, jedziemy non-stop i nie czujemy zmęczenia. Peugeot się sprawdza.

 

Po godzinie pakujemy się do samochodów i ruszamy dalej. Naszym celem jest Szeged, na samym południu Węgier. Cały czas poruszamy się z prędkościami autostradowymi, około 130 km/h. Spalanie utrzymuje się na poziomie 7,5-7,8 litra na 100 kilometrów. Dlatego tuż przed granicą z Serbią musimy zatankować. Pojemność baku Peugeota 5008 przy tej prędkości zmusza nas po prostu do częstszych przerw. Ma to swoje dobre strony, bo na stacji spotykamy sympatycznych Polaków, którzy swoimi francuskimi samochodami zmierzają na dwutygodniowe wakacje do Grecji. Dajemy im wizytówkę portalu Francuskie.pl i wymieniamy uwagi dotyczące dalszej trasy, którą znamy z poprzednich wypraw.  5008 zatankowane pod korek, możemy więc ruszać. Słońce jest już na tyle silne, że zamykamy szklany dach - przede wszystkim by wygodniej pracować bo

klimatyzacja pracuje bez zarzutu.

 

O godzinie 10:00 przekraczamy granicę węgiersko-serbską. Zadziwiają nas ludzie, którzy przewożą przez nią dosłownie całe wyposażenie domów. Widzimy na przykład furgonetkę wypchaną meblami, płynem do mycia szyb, na tym anteny satelitarne i wiele innych sprzętów domowego użytku. Celnicy pracują bardzo sprawnie, więc po około 15 minutach przejeżdżamy granicę i jesteśmy w Serbii. Na razie nie planujemy postojów, chcemy jak najszybciej dojechać do Belgradu.

 

Tu kończy się pierwsza część naszego dnia. Dwa Peugeoty 5008 wyruszyły wczoraj o godzinie 22:00 z Warszawy, do Belgradu przejechały przez 14 godzin ponad 1200 kilometrów. Jest południe. Przed nami jeszcze 800 kilometrów słonecznej i gorącej drogi. Dzisiaj zmierzamy do Grecji, do Salonik. Najdłuższy przejazd całej trasy, Czy nam się to uda? Czytaj już wkrótce.

 

jankiel
stara_kuznia