Wielka wyprawa z Peugeot 5008 do Turcji - odcinek 8

19 czerwca, 5008 w wielkim mieście

 

Dwa Peugeoty w ciągu tygodnia przejechały blisko siedem tysięcy kilometrów, odwiedzając m.in. Gruzję. Ostatni dzień pobytu w Turcji to Stambuł, do którego ekipa podróżników dotarła w piątek późnym wieczorem. W planach mamy zwiedzanie miasta i wyjazd do Polski. Na początek podziwiamy panoramę Stambułu z dachu naszego hotelu. Po śniadaniu w drogę. Poruszanie się tutaj samochodem to nie lada wyzwanie.

 

Hotel Nil, w którym się zatrzymaliśmy, to nieduży budynek, wciśnięty między zabudowę niepozornej dzielnicy Stambułu. Ma jednak bardzo dogodną lokalizację, kilkaset metrów od stacji metra. A właśnie metrem i tramwajem najlepiej poruszać się po Stambule, przynajmniej jeśli chcemy obejrzeć najważniejsze zabytki. System komunikacji miejskiej jest zorganizowany bardzo pomysłowo. Trzeba się dość często przesiadać, ale wszystkie te połączenia zostały ze sobą skorelowane. Najpierw w automacie kupujemy kilka plastikowych żetonów (1,5 lira). Jest to bardzo proste, trzeba mieć tylko drobne albo maksymalnie banknot 10 lira. Potem wystarczy iść już do bramek czy to do metra, czy tramwaju, wrzucamy żeton i już można jechać. Działa to bardzo sprawnie. Drugim ciekawym rozwiązaniem w zakresie transportu publicznego są pasy dla autobusów. Są to specjalne pasy, pośrodku autostrad i dróg szybkiego ruchu. Dodatkowe dwa pasy, którymi jadą wyłącznie specjalne autobusy miejskie, dłuższe mniej więcej dwukrotnie od tych, spotykanych u nas w kraju. Jeżdżą też zwykłe autobusy. Wszystkie z klimatyzacją, błyskawicznie przemieszczają pasażerów po zatłoczonym mieście.

 

Bo największym problemem Stambułu są korki. I to korki w takim rozumieniu, jakiego w Polsce nie znamy. Przykładowo odległość 15 km z naszego hotelu na lotnisko jedzie się ponad 2 godziny. Dodajmy do tego, że w sobotę a więc w dzień raczej jak na Stambuł luźniejszy. Zaczepiany przez nas kierowca taksówki sugerował, że luźniej jest w nocy, między trzecią a szóstą rano. Doświadczyliśmy tego wczoraj, kiedy wjeżdżaliśmy kilka godzin do miasta. W tej sytuacji sprzedawcy wody, bułeczek i ciastek a nawet kwiatów,  biegający pomiędzy autami, nie dziwią, a raczej spełniają bardzo pożyteczną rolę. Dlatego Peugeoty odpoczywają pod naszym hotelem, kluczyki do nich są pod opieką recepcjonisty (żeby mógł przestawić samochód, jeśli będzie taka potrzeba!) a my najpierw idziemy do przystanku metra, potem dojeżdżamy do specjalnej kolejki, która jedzie tunelem w dół, przesiadamy się w tramwaj i w końcu jedziemy do najstarszej części Stambułu. Już zza szyb supernowoczesnego, klimatyzowanego tramwaju, obserwujemy niezwykłe widoki.

 

I może starczy tych transportowych historii w tej chwili, bo jesteśmy już w zabytkowym centrum Stambułu, gdzie ciasne uliczki skrywają perły architektury a nadmorskie bulwary pełne są zagranicznych turystów, którzy przypływają tu statkami pasażerskimi, w czasie rejsu po różnych morzach. To miejsce jest nastawione na turystykę. Setki knajpek, knajpeczek, restauracji, barów szybkiej obsługi i liczne sklepy wabią kolorem i zapachem. To egzotyka turystyczna, taka trochę na pokaz. Ciekawiej i oryginalniej jest na wschodzie. Ale i tak chodzimy zauroczeni a zza każdego rogu woła do nas jakiś zabytek. Błękitny Meczet, Haga Sofia i dziesiątki innych obiektów, oglądamy z zapartym tchem. Patrząc z drugiego brzegu zatoki robią ogromne wrażenie a kiedy podchodzi się do nich z bliska, wtedy dopiero widać misterną pracę budowniczych. Także i tutaj, wśród licznych budek ze słodyczami i napojami, chodzą uliczni sprzedawcy oferując przede wszystkim chłodną wodę. W tej temperaturze, a przekracza ona 30 stopni w cieniu, zapotrzebowanie na napoje jest bardzo duże.

 

Zwiedzanie tego miejsca zajmie nam jeszcze wiele godzin, a my ciągle nie mamy dość. Zmęczeni upałem chronimy się w cieniu drzew, odwiedzamy małe restauracyjki na szklankę przepysznej tureckiej herbaty i owoce, wędrujemy nad brzegiem morza, podziwiamy widoki. Obowiązkowo wybieramy się na bazar. I znowu niezwykłe widoki, niezwykłe zapachy oraz bardzo natarczywi sprzedawcy, którzy są zdecydowanie bardziej nachalni niż ci na tureckiej prowincji. Chodzimy, chodzimy, chodzimy aż wieczorem wpadamy na godzinę do hotelu, odświeżyć się, zerknąć na nasze samochody no i oczywiście wychodzimy z powrotem. Dzisiaj będziemy zwiedzać do późnego wieczora a jutro rano rozpoczynamy powrót.

 

Dalsza podróż zaplanowana jest na jutro rano. Wracamy do Polski, do której mamy nieco ponad 2 tysiące kilometrów. Tym razem wybieramy bułgarski wariant, który będzie wiódł przez Sofię, z mniejszą ilością autostrad, ale też z mniejszą ilością kilometrów.

 

jankiel
stara_kuznia